a red planet with a black background
07 stycznia 2026

Gdy choroba i symptomy prowadzą Cię do rodowej, głębokiej, wielopokoleniowej historii, domagającej się uwolnienia i uzdrowienia.

Czy zwracasz uwagę na znaki, symbole, odczucia, doznania i łączysz je w jedną całość?

 

Ja bardzo.

I dziś opowiem Ci jedno z takich moich doświadczeń, które z pozoru mogłoby wydawać się czymś, na co nie trzeba zwracać większej uwagi. A jednak, nauczona tego, że nic nie dzieje się przypadkiem i że wszystko jest ze sobą połączone jak efekt ruchu skrzydeł motyla, poszłam za tym, co się pojawiło.

 

Wszyscy byliśmy w domu przeziębieni. Dzień wcześniej tłumaczyłam mojej córce, czym jest choroba z perspektywy holistycznej i powiedziałam jej, że jest ona brakiem równowagi. Tej samej nocy miałam bardzo intensywny sen z przekazem i symboliką równowagi oraz łapania balansu. Gdy się obudziłam, poczułam wyraźnie, że chodzi o energię Wagi.

 

Zaczęło się od mocnego kichania u mnie. Czułam intensywne kręcenie w nosie, tylko w jednej dziurce, lewej. Chwilę później mojej córce z lewej dziurki w nosie poleciała krew. To natychmiast obudziło moją czujność i ciekawość.

 

Zaczęły pojawiać się odniesienia do naszych kosmogramów. Sprawdziłam tranzyty, które zaprowadziły mnie do mojego Księżyca i Neptuna w Koziorożcu, na które oddziaływały Księżyc i Mars w Koziorożcu. Mars odpowiada za krew, kichanie związane jest z zatokami, zatoki są kanałami powietrznymi w kościach, kości to Koziorożec, a Neptun odpowiada za układ odpornościowy, limfatyczny oraz infekcje.

Poszłam za tym dalej. Energia sama mnie prowadziła. Nie musiałam nadmiernie myśleć, wszystko płynęło. Sprawdziłam mój kosmogram, kosmogram córki, mamy, a następnie babci. Poszłam żeńską linią rodową, tak jak wskazywała lewa strona ciała, która odpowiada żeńskiej energii.

 

Kierowana intuicją i prowadzona przez pole rodowe zaczęłam wypisywać nasze punkty styku w kosmogramach, powtarzające się elementy, znaki i planety. Usiadłam do tabeli w Excelu i czułam się jak w transie. Pisałam, sprawdzałam, porównywałam. Gdy na końcu przeniosłam wszystko do kolumn, ukazał mi się zaskakujący wniosek. Wszystkie planety były uwzględnione oprócz Wenus. Jeśli chodzi o znaki, również wszystkie się pojawiły, oprócz Byka i Wagi.

 

To było moje pierwsze wielkie „wow” w tej historii. Przecież Wenus jest naturalną władczynią zarówno Byka, jak i Wagi. Natychmiast zaczęły pojawiać się obrazy dotyczące relacji, miłości, piękna, przyjemności i sztuki.

 

Wtedy sprawdziłam kosmogram mojej prababci, mamy mojej babci. Widziałam go już wcześniej kilka razy, ale zupełnie nie pamiętałam, że miała Ketu w Wadze, czyli doświadczenia z poprzednich wcieleń zapisane właśnie w tym znaku. Miała też Wenus w VII domu, domu relacji. Jak bardzo to wszystko zaczęło się składać.

 

Ja mam Wenus w Byku w XII domu, domu rodowych uwikłań. Znak Wagi w moim kosmogramie jest znakiem ślepym, zamkniętym w VI domu, który również wskazuje na rodowe lub karmiczne wzorce. Moja mama ma XII dom w Wadze, a moja córka idzie węzłami księżycowymi z Barana do Wagi.

 

Gdy całość zaczęła się układać w przestrzeni astrologicznej, byłam niesamowicie podekscytowana tym, jak wyraźnie wszystko widać w kosmogramach, gdy tylko wiesz, gdzie patrzeć.

 

Analizując kosmogram prababci, zobaczyłam, że jej stellum, czyli koniunkcja wielu planet w znaku Bliźniąt w VII domu, tworzy ścisłą koniunkcję z moim Chironem w Bliźniętach. Moja córka również ma stellum w Bliźniętach. To był kolejny trop i wskaźnik, który idealnie łączył się z pierwszymi objawami, czyli moim kichaniem, ponieważ znak Bliźniąt odpowiada za układ oddechowy.

 

Tego dnia istniały również ścisłe kwadratury osi węzłów Panna–Ryby do mojego Chirona w Bliźniętach. Wszystko zaczęło się zapętlać, łączyć, odsłaniać kolejne warstwy i podpowiedzi dotyczące obszarów, których ta rodowa historia mogła dotykać.

 

I wtedy, gdy zebrałam już tak wiele i poczułam, że to jest coś znacznie głębszego, rodowego, obejmującego wiele pokoleń, spojrzałam na datę urodzenia mojej babci. Zamurowało mnie. Za dwa dni przypadała setna rocznica jej urodzin, a jednocześnie rocznica śmierci mojej prababci, która zmarła przy porodzie swojej córki.

 

Wtedy już wiedziałam, że to wszystko pokazało się dokładnie w tym momencie, w którym miało się pokazać. Przestrzenie się otworzyły, ród dał zielone światło do wejścia w tę energię i do jej uzdrowienia. Dodatkowo był to czas tuż po Nowiu i w momencie przesilenia zimowego. Głęboko w sobie czułam, że to czas na proces.

 

Ja również pracuję ze sobą w tych przestrzeniach transformacji, do których zabieram Was podczas sesji. Korzystam też z prowadzenia i wsparcia zaprzyjaźnionej osoby, która pracuje tymi samymi metodami co ja. Jakim to jest szczęściem mieć ją obok.

 

Prababcia opowiedziała mi swoją historię. Historię, którą my, te które przyszłyśmy po niej, niosłyśmy w sobie jako silne rodowe uwikłanie. Przyszedł czas na jej uwolnienie, uporządkowanie i uzdrowienie rodowej energii.

 

Dzielę się z Wami tą historią z intencją pokazania, jak pracuje energia rodu, jak kolejne pokolenia niosą ją w sobie i jak narzędzia, którymi pracuję, łączą się ze sobą, dając pełny wgląd. To bardzo intymny wpis, pierwszy taki na moim blogu. Jest on również częścią mojego procesu i jest głęboko związany z historią życia mojej prababci, o czym dowiecie się z dalszej części tekstu, do której właśnie teraz Was zabieram. Gotowi?

 

Prababcia pokazała mi w obrazach historię swojego życia, te najważniejsze i najbardziej istotne momenty. Moje ciało natomiast poprzez doznania, odczucia, ból i napięcie wskazywało mi, z którymi elementami jestem połączona, które niosłam w swoich zapisach i jakie mechanizmy kierowały z nieuświadomionego poziomu moim życiem.

 

Ta historia w przestrzeni transformacji zaczęła się od dziewięcioletniej dziewczynki oddanej na służbę do bogatszego domu. Mimo ciężkiej pracy były to jej najlepsze lata życia. Był to dom ludzi wykształconych, posiadających pokaźną bibliotekę książek. Moja prababcia nocami najpierw je przeglądała, a dzięki swojej determinacji i zapałowi nauczyła się liter, słów i wyrazów. Sama nauczyła się czytać i pisać.

W dzień sumiennie wykonywała swoje obowiązki, najlepiej jak potrafiła, jednak działała jak automat. Jej życie rozkwitało dopiero późnym wieczorem i nocą, gdy wszyscy spali. Czytała książki o podróżach, przygodach, innych miejscach i innym życiu. Poznawała sztukę, marzyła o balecie i o innych krajach. Chciała takiego życia dla siebie.

 

Udawało jej się ukrywać coś do pisania i porozrzucane kartki papieru. Nocami pisała własne historie, które rozgrywały się w jej wyobraźni. Tak mijały lata w tym domu, czasie, który okazał się jej najlepszym doświadczeniem życiowym.

 

Przeżyła tam również swoją pierwszą miłość. Był to dużo starszy mężczyzna, wojskowy, prawdopodobnie rosyjski, który odwiedzał właścicieli domu, w którym pracowała. Opowiadał jej wiele historii związanych z podróżami i doświadczeniami wojennymi. Była nim zafascynowana. On jednak widział w niej jedynie mądrą dziewczynę, która była służącą, i nie odwzajemniał jej uczuć, choć ona nigdy ich nie wyjawiła.

Gdy osiągnęła pełnoletność, musiała opuścić ten dom. Rodzina postanowiła wydać ją za mąż, bo taki był plan od początku. Męża nie kochała. On był mężczyzną, który szukał kobiety mającej dbać o każdy aspekt jego życia i zaspokajać jego potrzeby.

Małżeństwo było dla niej czymś strasznym. Wszystkie jej marzenia legły w gruzach. Czuła się okropnie. Weszła w tryb automatycznej, chłodnej żony, wykonującej swoje obowiązki machinalnie, jakby umarła za życia.

Gdy zaszła w ciążę, czuła się jeszcze gorzej. Nie potrafiła okazywać czułości dziecku, była matką, która jedynie zaspokajała materialne potrzeby. Wiadomość o drugiej ciąży była dla niej czymś najgorszym. Czuła, że jej życie się skończyło.

Zmarła podczas porodu w wyniku krwotoku. Odeszła, bo nie była w stanie unieść swojego życia. Czuła, że nie zrealizowała tego, po co przyszła w to wcielenie. Po śmierci jej dusza natychmiast poleciała szukać mężczyzny, który był jej prawdziwą miłością.

 

Patrząc na jej kosmogram, wszystko to można zobaczyć. Ascendent w Strzelcu wskazujący na podróże i poznawanie nowych kultur. Ketu w Wadze związane ze sztuką i baletem. Wenus w Bliźniętach, czyli wiedza czerpana z książek i rozmów. Descendent w Bliźniętach i Wenus w VII domu. Całe stellum w Bliźniętach pokazujące potrzebę nauki, czytania i pisania. Księżyc w Koziorożcu dający determinację, ale też emocjonalny chłód i automatyczność.

 

Ta Waga jest u mnie do zrealizowania i uleczenia tej rodowej energii. I mój Chiron w Bliźniętach, przez który od nastoletnich lat marzę o napisaniu książki, a nigdy się do niej nie zabrałam. Choć rok temu, na innej sesji rodowej, bardzo wyraźnie wybrzmiało, że pewien wieloletni proces rodowy chce zostać opisany właśnie w formie książki. Energia zranionego Chirona długo to blokowała.

 

Po tej sesji przyszła odwaga. Uwolniona energia sprawiła, że zaczęłam pisać książkę.

 

Ten artykuł jest również hołdem dla mojej prababci. Dzielę się nim z lekko drżącym sercem. Nie ma tu całości moich rodowych uwikłań ani głębszych warstw, które zostawiam tylko dla siebie. Mimo to czuję, że to, czym się z Wami podzieliłam, jest ważne i może być dla Was wspierające w Waszych procesach, zwłaszcza w momentach, gdy możecie mieć wrażenie, że wariujecie, widząc, jak znaki i wskazówki zaczynają się pojawiać.

 

Chciałam również pokazać Wam, jak wygląda taki proces i jak pracuję. W taki sam sposób pracuję ze sobą, jak pracuję z Wami. To są te same narzędzia i metody. Wszystko to jest oparte na moim własnym doświadczeniu.

 

Ewelina

 


Wyślij
Wyślij
Formularz został wysłany — dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA!

 

Newsletter oprócz ofert, to moja najbardziej intymna przestrzeń, w której dzielę się własnymi procesami i historiami moich klientów (anonimowo, za ich zgodą). To listy pisane z głębi serca – pełne wglądów, inspiracji i zaproszeń do Twojej własnej podróży transformacyjnej.

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2024

KONTAKT

POLITYKA PRYWATNOŚCI