a full moon seen through the branches of a tree
08 lipca 2026

Historia, której nigdy nie planowałam opowiedzieć...

Ten artykuł dojrzewał we mnie od pewnego czasu. Chciałam się częścią tej historią podzielić z Wami, przy okazji podsumowania tranzytu Urana przez znak Byka, ale nie zrobiłam tego. Nie byłam jeszcze gotowa. Siadałam do jego napisania, po czym zamykałam komputer i odkładałam ten moment na później. Potrzebowałam najpierw sama ją dożyć, aby pewne procesy mogły się domknąć, a ja bym mogła spojrzeć na nie z innej perspektywy i zrozumieniem. Dzisiaj czuję, że nadszedł właściwy moment.

 

Piszę ten artykuł nie po to, aby opowiedzieć Wam o swoim życiu. Piszę go dlatego, że dziele się z Wami świadomym korzystaniem z astrologii i pracy z energią, a sama wierzę i często o tym mówię, że najlepszym nauczycielem jest własne doświadczenie. Nie chcę pokazywać Wam jedynie pięknych interpretacji kosmogramów i mówić o potencjale zapisanym w planetach. Wiadomo, to jest super i o tym też dużo mówię. Ale chcę też pokazać Wam, jak wygląda to wtedy, kiedy przychodzi prawdziwe życie, kiedy astrologia przestaje być teorią, a staje się drogowskazem, który pomaga przejść przez najtrudniejsze momenty z większą świadomością, zaufaniem i spokojem.

 

Gdyby Ewelina sprzed roku, ta, która wchodziła właśnie w swój nowy Solariusz 2025, mogła zobaczyć, jak będzie wyglądało jej życie po upływie kolejnych dwunastu miesięcy, myślę, że po prostu by w to nie uwierzyła. Jednocześnie właśnie znajomość astrologii oraz świadomość tego, że ten rok osobisty będzie rokiem ogromnych zmian, pomogły mi przejść przez niego z głębokim poczuciem, że wszystko dzieje się dokładnie tak, jak ma się wydarzyć, że jest to właściwa droga i właściwy proces, mimo że dzisiaj, stojąc u końca tego cyklu, czuję, iż był to jeden z najtrudniejszych momentów mojego życia.

 

Każdy z nas w momencie swoich kolejnych urodzin, choć nie zawsze dzieje się to dokładnie tego samego dnia i o tej samej godzinie, w której przyszedł na świat, ale dokładnie wtedy, kiedy tranzytujące Słońce wraca na pozycję naszego urodzeniowego Słońca, czyli znajduje się w tym samym znaku, tym samym stopniu i tej samej minucie, rozpoczyna swój nowy rok astrologiczny. To właśnie w tym momencie wyznaczany jest Solariusz, czyli kosmogram na kolejny rok urodzeniowy, pokazujący energie, które będą nam towarzyszyć przez następne dwanaście miesięcy, obszary życia, które staną się najbardziej aktywne, doświadczenia, które mogą się pojawić, potencjał, jaki będziemy mogli świadomie wykorzystać, oraz wyzwania, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć, aby wzrastać, dojrzewać i coraz pełniej realizować własną ścieżkę.

 

Szczerze mówiąc, dla mnie jest to jeden z najważniejszych momentów całego roku. Powrót Słońca na pozycję urodzeniową jest dla mnie wydarzeniem, które celebruję jak osobiste święto.

 

Kilka dni temu sama świętowałam swój kolejny powrót Słońca, jednocześnie kończąc rok pełen wyzwań, głębokich transformacji i momentów, w których wewnętrzny ból był tak silny, że odbierał mi siłę do wszystkiego. Były chwile, kiedy miałam poczucie, że już naprawdę nie mam z czego czerpać energii, a mimo to życie nieustannie zapraszało mnie do kolejnych konfrontacji, kolejnych decyzji i kolejnych kroków.

 

Siedzieliśmy wtedy z Wojtkiem u mnie w salonie. Było już niedaleko północy. Rozmawialiśmy o różnych wglądach dotyczących wydarzeń, których oboje doświadczaliśmy, analizowaliśmy procesy. W pewnym momencie spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że właśnie skończył się mój stary Solariusz. Dosłownie krzyknęłam wtedy do Wojtka:

 

Przeżyłam to!

 

I naprawdę dokładnie tak się wtedy czułam. Jakbym właśnie przekroczyła metę bardzo długiego biegu. Jakbym zamknęła rozdział, który momentami wydawał się nie do przejścia. Poczułam ogromną ulgę i wdzięczność, że ten rok jest już za mną, tym bardziej że sam czerwiec, będący ostatnim miesiącem mojego Solariusza, docisnął mnie najmocniej. Bardzo często właśnie końcówka roku urodzeniowego jest momentem, kiedy mamy już najmniej energii, a jednocześnie domykają się najważniejsze procesy, które mają zakończyć cały cykl i przygotować nas na wejście w nową rzeczywistość.

 

Rok temu sama analizowałam swój Solariusz, tranzyty i progresje, a dodatkowo odbyłam konsultację z zaprzyjaźnioną astrolożką, która również przygotowała własną interpretację mojego kosmogramu. Wiedziałam więc, że nadchodzący rok może przynieść naprawdę duże wydarzenia. Kiedy zna się astrologię, albo otrzyma się taką analizę własną, ma się świadomość tego, jakich obszarów życia mogą one dotyczyć, jakie doświadczenia mogą się pojawić, z czym przyjdzie się zmierzyć i gdzie życie będzie zapraszało nas do największego wzrostu.

 

Już samo Słońce oraz Jowisz znajdujące się w VIII domu Solariusza pokazywały, że będzie to rok bardzo głębokiej transformacji, symbolicznej śmierci i ponownych narodzin, zburzenia wszystkiego, co zostało zbudowane na braku prawdy, oraz konieczności odpuszczenia tego, co przestało być zgodne z moją drogą. Wiedziałam również, że aktywują się tematy związane z zasobami innych osób, testamentami, darowiznami oraz sprawami spadkowymi.

 

Księżyc znajdujący się w X domu wskazywał, że ogrom emocji będzie dotyczył mojego statusu społecznego, kariery zawodowej oraz kierunku, w którym zmierzam. Pokazywał możliwość pojawienia się lęków, niepewności i emocjonalnych konfrontacji związanych z miejscem, jakie zajmuję w świecie. Mars w tym samym domu wskazywał natomiast, że sama podejmę konkretne działania dotyczące swojej ścieżki zawodowej, celu oraz kierunku, w którym będę chciała dalej podążać, zmiany swojego statusu. 

 

Z kolei Wenus w koniunkcji z Uranem w VII domu relacji i partnerstwa od początku pokazywała, że właśnie ten obszar stanie się przestrzenią najważniejszych wyborów, pragnień i decyzji, tych dotyczących miłości, relacji, bliskości oraz odpowiedzi na pytanie, czym naprawdę jest dla mnie miłość. Uran wnosił tutaj energię nagłych zwrotów akcji, niespodziewanych wydarzeń, wyzwolenia oraz odwagi do podjęcia decyzji, których wcześniej prawdopodobnie bym nie podjęła.

 

I naprawdę cały mój Solariusz zrealizował się niemal podręcznikowo. Patrząc z perspektywy czasu, widzę, jak precyzyjnie kolejne energie zaczynały aktywować się dokładnie wtedy, kiedy powinny, prowadząc mnie przez doświadczenia, których w tamtym momencie dzięki analizie tranzytów mogłam zrozumieć, a którym dzisiaj potrafię już nadać głębszy sens.

 

Wykorzystałam potencjał tych energii. Nie mówię jednak, że było łatwo. Wręcz przeciwnie. Było cholernie trudno, boleśnie i momentami niewyobrażalnie ciężko. To był rok ciągłego pozostawania w dyskomforcie, stawania twarzą w twarz z własnymi lękami, obawami i niepewnością, a także z poczuciem, że całe moje dotychczasowe życie rozpada się na moich oczach. Wielokrotnie miałam wrażenie, że sama je sobie niszczę, że podejmuję decyzje, które burzą wszystko, co przez lata budowałam. Dzisiaj jednak wiem, że to życie, które się rozpadało, już od dawna nie było moim życiem. Było życiem zbudowanym na dawnych decyzjach, dawnych wersjach mnie, lojalnościach, zobowiązaniach i schematach, które kiedyś były mi potrzebne, ale z czasem przestały być zgodne z tym, kim naprawdę się stałam.

 

Ten rok był rokiem mojego rozwodu. Od momentu podjęcia decyzji pod koniec sierpnia aż do wyroku rozwodowego w czerwcu wszystko wydarzyło się właściwie w ciągu jednego Solariusza.

 

Kiedy dzisiaj o tym piszę, może wydawać się, że wydarzyło się to bardzo szybko i bardzo spokojnie. I z jednej strony rzeczywiście tak było. To były właśnie te energie. Kiedy przychodzi odpowiedni moment, życie zaczyna płynąć w kierunku decyzji, które wcześniej wydawały się niemożliwe do podjęcia. Miałam poczucie, że zostałam poniesiona przez proces, którego nie musiałam już kontrolować. Wszystko po prostu zaczęło układać się w taki sposób, aby mogło się wydarzyć. Nie zmienia to jednak faktu, że była to jedna z najtrudniejszych decyzji, przed jakimi przyszło nam stanąć.

 

Byliśmy razem przez dwadzieścia pięć lat. To ogromny kawałek życia. Razem dorastaliśmy. Razem budowaliśmy dorosłość. Przeszliśmy przez niezliczoną ilość pięknych, ale również bardzo trudnych doświadczeń. Przez lata byliśmy dla siebie rodziną, wsparciem, partnerami i przyjaciółmi. Jednak uczucie, które kiedyś nas połączyło, wygasło. Nasze drogi zaczęły się rozchodzić, zmienialiśmy się jako ludzie, rozwijaliśmy w innych kierunkach i w pewnym momencie oboje wiedzieliśmy już, że zostaliśmy ze sobą bardziej z przyzwyczajenia, odpowiedzialności i wspólnej historii niż z miłości.

 

Między nami pozostała dobra relacja i wdzięczność za wszystko, czego razem doświadczyliśmy. Jednak nie była to już relacja, którą którekolwiek z nas chciałoby dalej budować jako związek.

 

Dla naszej rodziny rozwód był ogromnym zaskoczeniem i doskonale to rozumiem. Z zewnątrz często widzimy tylko fragment czyjegoś życia. Nie widzimy rozmów, wewnętrznych procesów, cichych decyzji dojrzewających miesiącami ani tego, jak dwoje ludzi stopniowo oddala się od siebie, choć nadal funkcjonuje obok siebie każdego dnia.

 

Ja sama również długo dojrzewałam do tej decyzji. Patrząc jednak z perspektywy astrologii i pracy z energią, mam poczucie, że to, co kiedyś nas połączyło, po prostu dobiegło końca. Rodowo-karmiczne połączenia między nami zostały domknięte i każde z nas mogło pójść dalej swoją własną drogą, realizując plan swojej duszy.

 

Dla moich bardzo silnych raczych energii, które są o domu, rodzinie, bezpieczeństwie, bliskości i budowaniu więzi, rozwód był najtrudniejszym doświadczeniem, przez jakie przyszło mi przejść. Przechodziłam swój własny proces żałoby. Żałoby nie tylko po małżeństwie, ale również po wizji życia, którą przez wiele lat nosiłam w sobie. Żałoby po przyszłości, która miała wyglądać zupełnie inaczej. Żałoby po części własnej tożsamości.

 

Było wiele momentów, w których miałam poczucie, że umieram, nie fizycznie, ale wewnętrznie. Umierała kolejna wersja mnie. Ta, która przez lata funkcjonowała w określony sposób. Ta, która wierzyła, że jej życie będzie wyglądało inaczej. Ta, która kurczowo trzymała się pewnych wyobrażeń, przekonań i bezpieczeństwa. Właśnie na tym polega energia VIII domu. Ona nie zabiera nam czegoś po to, aby nas ukarać. Ona zabiera to, czym już nie jesteśmy, aby zrobić miejsce dla tego, kim dopiero mamy się stać.

 

Na drugim planie, niemal równolegle do rozwodu, rozgrywała się sytuacja związana z domem, która stała się dla mnie kolejną ogromną lekcją życia. Za sprawą decyzji pewnej osoby, która przez ostatnie dwa lata odegrała w moim życiu jedną z najważniejszych ról transformacyjnych.

 

Dzisiaj wiem, że z poziomu Wyższego Ja umówiliśmy się na to doświadczenie. Wierzę, że dusze spotykają się właśnie po to, aby nawzajem uruchamiać procesy, których same nie byłyby w stanie przejść.

 

Jednak z poziomu człowieka, z poziomu codziennego życia, emocji, ciała i materialnej rzeczywistości wyglądało to zupełnie inaczej.

 

Ta osoba przejawiała cały szereg zachowań, które odbierałam jako głęboko manipulacyjne i niezwykle raniące. Wielokrotnie miałam poczucie, że moje racze energie, tak bardzo związane z domem, bezpieczeństwem i poczuciem więzi i bliskości, zostały dosłownie zdeptane i wciśnięte w ziemię.

 

Kilka lat wcześniej ta sama osoba jedną decyzją, jedną deklaracją, jedną obietnicą i jednym zobowiązaniem dała mi dom, w który włożyliśmy całe swoje serce, ogrom pracy. Następnie, dokładnie w momencie rozpoczęcia mojego Solariusza 2025, kolejną swoją decyzją ten dom nam odebrała.

 

Przez cały rok mojego Solariusza miałam poczucie uczestniczenia w niekończącej się grze, w której zasady zmieniały się z dnia na dzień, a my byliśmy raz przyciągani, raz odpychani, raz otrzymywaliśmy nadzieję, by za chwilę ponownie ją stracić.

 

W pewnym momencie zrozumiałam jednak, że dalsze uczestniczenie w tej grze kosztuje mnie zbyt wiele. Kosztuje mnie mój spokój, moje zdrowie, moją energię, moją wewnętrzną równowagę. I właśnie wtedy podjęłam decyzję, że chcę zadbać o siebie. Że chcę ostatecznie odciąć się od tej relacji, od manipulacji, od ciągłego życia w napięciu i oczekiwaniu na kolejną decyzję kogoś innego. Dlatego postanowiłam się wyprowadzić. W uświadomieniu sobie tych mechanizmów, również pomocna była astrologia, narzędzia pracy z energią rodową i karmiczną, ale też bliskie mi osoby, które potrafiły spojrzeć na tą sytuację z dystansem i czasem jedną swoją wiadomością, dostarczyć mi dużych wglądów w tą sytuację. 

 

 

Ja poczułam, że moją drogą jest pójść dalej i zamknąć ten rozdział, nawet jeśli oznaczało to pożegnanie miejsca, z którym wiązało mnie tak wiele wspomnień i emocji.

 

To doświadczenie było jednak czymś znacznie większym niż tylko rozwód czy utrata domu. Tak naprawdę przez cały ten rok życie prowadziło mnie do jednego miejsca, do spotkania z własną prawdą.

 

Po drodze skonfrontowałam się z tym, czym naprawdę jest dla mnie miłość. Nie z tą, którą przez lata znałam, nie z tą, której nauczyły mnie wzorce rodzinne, doświadczenia czy przekonania, ale z tą, która rodzi się wtedy, kiedy człowiek zaczyna być całkowicie uczciwy wobec samego siebie. To był rok spotkania z własnymi potrzebami, pragnieniami. Z odwagą, aby po raz pierwszy w wielu sytuacjach naprawdę stanąć po swojej stronie.

 

To był również rok stawania w swojej prawdzie i mówienia jej na głos, nawet wtedy, kiedy była trudna zarówno dla mnie samej, jak i dla ludzi wokół mnie. Myślę, że właśnie to było jednym z największych wyzwań tego Solariusza, ponieważ powiedzenie swojej prawdy bardzo często oznacza zgodę na to, że ktoś może jej nie zrozumieć, nie zaakceptować albo zobaczyć Cię zupełnie inaczej, niż widział do tej pory. Przez wiele lat łatwiej było mi chronić innych niż siebie. Łatwiej było zadbać o czyjeś emocje niż o własne. Łatwiej było przemilczeć pewne rzeczy, niż powiedzieć je głośno. Ten rok nauczył mnie jednak, że życie w zgodzie ze sobą zawsze wymaga odwagi.

 

I że prawda, nawet jeśli początkowo boli, ostatecznie zawsze przynosi wolność.

 

To był również rok ogromnej weryfikacji relacji. Niektóre osoby same odeszły z mojego życia. Z innymi to ja świadomie zakończyłam relację, wiedząc, że jej czas po prostu dobiegł końca. Jeszcze inne pojawiły się dokładnie wtedy, kiedy były najbardziej potrzebne.

 

Bardzo mocno zrozumiałam, że są ludzie, którzy przychodzą do naszego życia tylko na chwilę, aby czegoś nas nauczyć, są tacy, którzy towarzyszą nam przez jeden etap naszej drogi, i są również ci, którzy zostają na całe życie. Każda z tych relacji ma swój sens, swój czas i swoje miejsce, nawet jeśli w danym momencie bardzo trudno jest nam zaakceptować jej zakończenie.

 

Dzisiaj nie patrzę już na odejścia ludzi jak na porażkę. Patrzę na nie jak na naturalny rytm życia. Tak samo jak drzewa jesienią zrzucają liście, aby na wiosnę mogły wypuścić nowe, tak samo my czasami musimy pożegnać ludzi, z którymi przestaliśmy już wzajemnie wzrastać.

 

Jednocześnie właśnie w tym roku najmocniej poczułam, jak ogromne mam wsparcie. Poczułam, jak cudowną mam rodzinę. Jak niezwykłych przyjaciół postawiło na mojej drodze życie. Jak wielu ludzi było obok mnie dokładnie wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebowałam. Były momenty, kiedy wystarczyła jedna wiadomość, jedna rozmowa. Myślę, że dopiero wtedy naprawdę zrozumiałam, czym jest prawdziwa obecność drugiego człowieka.

 

Nie taka, która rozwiązuje nasze problemy. Ale taka, która sprawia, że nie musimy przez nie przechodzić samotnie.

 

Ogromnym wsparciem była dla mnie również społeczność, którą przez ostatnie lata wspólnie stworzyliśmy tutaj. Każda wiadomość od Was, komentarz pod postem. Każda historia, którą mi powierzaliście. Sesje z wami. 

 

Bardzo często to właśnie prowadzenie Was przez Wasze procesy dodawało mi siły do przechodzenia przez własne. Paradoksalnie to Wy wielokrotnie przypominaliście mi wszystko to, czego sama uczę. Przypominaliście mi, że nawet najtrudniejsze doświadczenia kiedyś się kończą.

 

Myślę również, że ten rok zmienił mnie jako osobę pracującą z drugim człowiekiem bardziej niż jakiekolwiek szkolenie, kurs czy książka. Bo można znać teorię. Można doskonale rozumieć astrologię. Można znać mechanizmy psychiki. Można pracować z energią od wielu lat.

 

Ale kiedy samemu przechodzi się przez miejsca pełne bólu, lęku, niepewności, żałoby, samotności i całkowitej utraty gruntu pod nogami, zaczyna się rozumieć drugiego człowieka na zupełnie innym poziomie.

 

Mam ogromne poczucie, że właśnie dzięki temu wszystkiemu stałam się lepszą przewodniczką dla osób, które przychodzą do mnie po wsparcie, ponieważ tam, gdzie sama odważyłam się zejść, gdzie sama weszłam w swoje największe lęki, gdzie przyszło mi skonfrontować się z własnym cieniem, bólem, bezradnością i poczuciem utraty gruntu pod nogami, tam dzisiaj mogę z pełnym zrozumieniem, uważnością i bezpieczeństwem prowadzić również drugiego człowieka. Nie dlatego, że znam odpowiedzi na wszystkie pytania ani dlatego, że jestem od kogokolwiek mądrzejsza, ale dlatego, że sama przeszłam tę drogę i wiem, jak wygląda ona od środka, wiem, jak smakuje zwątpienie, jak wygląda strach, jak łatwo jest stracić nadzieję i dojść do momentu, w którym człowiek ma poczucie, że nie widzi już żadnego światła, a jednocześnie wiem również, że ono naprawdę istnieje i że nawet jeśli przez jakiś czas wydaje się całkowicie niewidoczne, to po drugiej stronie tego procesu zawsze zaczyna pojawiać się przestrzeń na nowe życie.

 

Mam również poczucie, że właśnie dzięki temu wszystkiemu jeszcze mocniej pogłębiłam wszystkie narzędzia, z których korzystam podczas pracy z Wami, ponieważ astrologia, praca z energią, praca z rodowymi i karmicznymi wzorcami, regresja czy procesy uwalniania przestały być dla mnie wyłącznie metodami pracy i wiedzą, którą zdobywałam przez lata, a stają się doświadczeniem przeżytym na własnej skórze. Wszystkie te narzędzia przeszły razem ze mną przez najtrudniejsze momenty mojego życia, przez moje własne emocje, decyzje, lęki, zwątpienia i transformacje, dzięki czemu dzisiaj ufam im jeszcze bardziej, nie dlatego, że przeczytałam kolejną książkę, ukończyłam następne szkolenie czy zdobyłam kolejne certyfikaty, ale dlatego, że zobaczyłam ich działanie w praktyce, w najbardziej wymagających doświadczeniach własnego życia i przekonałam się, jak ogromnym wsparciem mogą być wtedy, kiedy człowiek najbardziej tego potrzebuje.

 

To doświadczenie sprawiło również, że z jeszcze większą pokorą patrzę na proces każdego człowieka, ponieważ wiem, że każdy z nas ma swoją własną historię, własne tempo rozwoju, własne lekcje i własny moment, w którym jest gotowy zrobić kolejny krok. Wiem również, że czasami potrzebujemy się zatrzymać, pozwolić sobie poczuć wszystko to, co domaga się naszej uwagi, i dopiero wtedy możemy ruszyć dalej. Dlatego uważam, że my, jako terapeuci, przewodnicy czy astrologowie, nie jesteśmy od tego, aby przejść tę drogę za drugiego człowieka, podejmować za niego decyzje czy zdejmować z niego jego doświadczenia, ale od tego, aby przez pewien czas iść obok niego, potrzymać światło wtedy, kiedy jemu wydaje się, że wokół jest już tylko ciemność, przypominać mu o jego własnej sile i pomagać mu odnaleźć drogę, która od samego początku była zapisana w nim samym.

 

Od kilku dni jestem już w energii swojego nowego roku osobistego i z ogromną ciekawością obserwuję, jak bardzo zmienia się wszystko wokół mnie. Za każdym razem, kiedy kończy się jeden Solariusz i rozpoczyna kolejny, mam wrażenie, że zmianie ulega nie tylko energia wydarzeń, które zaczynają pojawiać się w moim życiu, ale również sposób, w jaki sama patrzę na rzeczywistość. To, co jeszcze kilka tygodni wcześniej wydawało się ciężkie, przytłaczające i niemal niemożliwe do uniesienia, zaczyna stopniowo ustępować miejsca spokojowi, większemu zaufaniu i przestrzeni na nowe doświadczenia, a ja wyraźnie czuję, jak odchodzą energie, które towarzyszyły mi przez ostatnie dwanaście miesięcy, jednocześnie aktywując zupełnie nowe obszary życia, nowe możliwości, nowe kierunki i nowe marzenia.

 

Nie oznacza to oczywiście, że nagle wszystko stanie się łatwe albo że przede mną nie będzie kolejnych wyzwań, ponieważ doskonale wiem, że będą. Tak właśnie wygląda życie i tak wygląda rozwój. Każdy kolejny poziom świadomości zaprasza nas do następnych doświadczeń, kolejnych lekcji i nowych decyzji, jednak mam głębokie poczucie, że wchodzę w ten nowy rok jako zupełnie inna kobieta, silniejsza, spokojniejsza, bardziej świadoma, bardziej ufająca życiu i przede wszystkim bardziej ufająca samej sobie. To, co jeszcze rok temu wydawało mi się końcem mojego świata, dzisiaj okazuje się początkiem czegoś, czego wtedy nie potrafiłam jeszcze dostrzec, i myślę, że właśnie w tym kryje się jedna z najpiękniejszych lekcji astrologii.

 

Astrologia nie zabiera nam bólu, nie sprawia, że trudne doświadczenia przestają istnieć, ani nie powoduje, że życie nagle staje się łatwiejsze. Daje nam jednak coś znacznie cenniejszego, świadomość, perspektywę i zrozumienie, dzięki którym możemy zobaczyć, że nawet najbardziej wymagające doświadczenia mają swój początek, swój moment kulminacyjny i swój koniec, że są procesem, a nie wyrokiem, że nie pojawiają się w naszym życiu przypadkiem i że bardzo często właśnie one prowadzą nas do życia, którego wcześniej nie mieliśmy odwagi wybrać.

 

Dopiero teraz mogłam usiąść i napisać Wam o tym wszystkim, ponieważ wcześniej sama potrzebowałam przejść przez ten proces, pozwolić sobie przeżyć wszystkie emocje, domknąć własne doświadczenia i spojrzeć na nie z większej perspektywy. Moją intencją, dzieląc się tą bardzo osobistą, intymną i delikatną historią, nie jest opowiedzenie Wam o swoim życiu, bo gdyby chodziło jedynie o opisanie wydarzeń ostatnich miesięcy, ten artykuł nigdy by nie powstał. Moją intencją jest pokazanie Wam, jak naprawdę działa astrologia i jak ogromnym wsparciem może być świadomość energii, w których aktualnie się znajdujemy, jak wiele zmienia wiedza o tym, co właśnie się domyka, co dopiero się rozpoczyna, dlaczego pewne wydarzenia przychodzą właśnie teraz i jaki głębszy sens mogą mieć z perspektywy rozwoju naszej duszy.

 

Przez cały ten rok ani przez chwilę nie miałam poczucia, że astrologia odbiera mi wolną wolę. Wręcz przeciwnie, dała mi możliwość świadomego przechodzenia przez doświadczenia, które i tak pojawiły się na mojej drodze. Nie odebrała mi bólu ani nie sprawiła, że było łatwiej, dała mi jednak coś, czego nie da się przecenić, głębokie zrozumienie, że nawet wtedy, kiedy wszystko wydaje się rozpadać, życie może prowadzić nas dokładnie tam, gdzie od zawsze mieliśmy dojść. To właśnie dlatego powtarzam, że astrologia nie jest dla mnie narzędziem do przewidywania przyszłości, ale mapą świadomości, mapą potencjału i mapą procesów zachodzących zarówno w naszym wnętrzu, jak i w świecie zewnętrznym. Nie mówi nam, co musi się wydarzyć, ale pokazuje, z jakimi energiami będziemy współpracować i jak możemy przeżyć je bardziej świadomie, ponieważ właśnie ta świadomość bardzo często daje siłę, aby zrobić jeszcze jeden krok i przypomina nam, że nawet jeśli droga bywa niezwykle bolesna, nie oznacza to, że jest niewłaściwa. Bardzo często to właśnie ona prowadzi nas najbliżej naszej prawdy, autentyczności i życia, które naprawdę jest nasze, pozwalając wyjść z cudzych oczekiwań, rodowych uwikłań, karmicznych wzorców i schematów, które przez lata kierowały naszymi decyzjami.

 

Jeżeli czujesz, że chcesz sobie w prezencie urodzinowym podarować analizę Solariusza, to dla osób urodzonych w lipcu, sierpniu i wrześniu jest teraz idealny czas na to. Za chwilę rozpoczynasz swój nowy rok urodzeniowy, być może właśnie teraz jest najlepszy moment, aby spojrzeć na niego z większą świadomością. Analiza Solariusza jest jedną z tych konsultacji, które bardzo  lubię prowadzić, ponieważ nie opowiada o nieuchronnym przeznaczeniu, ale pokazuje potencjał nadchodzącego roku, obszary, które będą prosiły o Twoją uwagę, miejsca największego wzrostu oraz wyzwania, które odpowiednio wykorzystane mogą stać się początkiem czegoś znacznie większego. Jeżeli czujesz, że właśnie tego potrzebujesz, z ogromną przyjemnością przejdę z Tobą przez Twój nowy rok urodzeniowy, pomogę Ci zrozumieć energie, które będą Ci towarzyszyć, i pokażę, jak świadomie wykorzystać potencjał zapisany w Twoim Solariuszu. Być może za rok również usiądziesz i spojrzysz na mijające dwanaście miesięcy z wdzięcznością, dostrzegając, że nawet to, co wydawało się najtrudniejsze, było jednocześnie początkiem najpiękniejszej drogi do samej siebie.

 

Z wdzięcznością 

Ewelina

 


Akcpetuję zapisy polityki prywatności i regulamin zapisu do newslettera
Tak
Wyślij
Wyślij
Formularz został wysłany — dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA!

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2024

REGULAMIN UCZESTNICTWA W KURSACH, WEBINARACH I WARSZTATACH ONLINE 

REGULAMIN ŚWIADCZENIA USŁUG INDYWIDUALNYCH

REGULAMIN SUBSKRYPCJI

REGULAMIN NEWSLLETER

POLITYKA PRYWATNOŚCI